Miasto i jego życie to jeden z moich ulubionych tematów filmowych. Szybki puls metropolii wyznaczany przez jakąś niewidzialną siłę, która popycha wszystko i wszystkich do przodu. Turkoczące pociągi, tramwaje, robotnicy remontujący ulicę, uliczni grajkowie, spieszący  do swoich spraw przechodnie. Tym wszystkim można się zachłysnąć. W Luksemburgu, który niedawno odwiedziłem było podobnie. Gdzie tylko nie skierowałem obiektywu kamery zawsze działo się coś “fajnego”.

Na miejsce przyleciałem zaproszony przez Gabi i Janusza, dla których realizowałem filmowy plener narzeczeński. Jako, że większość rodziny i przyjaciół “mojej” młodej pary mieszka w Polsce celem tego filmu było pokazanie bliskim ich codziennego życia w Księstwie Luksemburga.

Na zdjęcia filmowe poświęciłem dwa dni. Kluczem do tej produkcji była próba uchwycenia miłości narzeczonych.  Ale nie przez serię romantycznych ujęć przechadzającej się po mieście pary.  To byłoby zbyt proste. To zdecydowanie za mało, żeby pokazać widzom ich relację. Dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie obszernych wywiadów, które stanowią narrację teledysku. Moi bohaterowie opowiedzieli w nich o tym jak postrzegają siebie nawzajem, co w ich związku jest najważniejsze, co go buduje, co sprawiło, że się spotkali. Dopiero te wypowiedzi – odpowiednio skomponowane stały się fundamentem filmu. A, że mówili o sobie w sposób piękny nakręcenie reszty ujęć stało się czystą formalnością.

 

I tu wkracza miasto. W tym kulturowym tyglu, gdzie na ulicach język francuski przeplata się z niemieckim, angielskim, włoskim, chińskim i prawdopodobnie każdym innym nie trudno o dobre ujęcia. W zasadzie muszę przyznać, że “biegałem” z kamerą przez dwa dni praktycznie cały czas nie mogąc skończyć nagrywania, bo tak wiele się działo. Do Polski wróciłem z mocnymi zakwasami 🙂

Było warto. Zobaczcie sami!